Comunione e Liberazione

Wspomnienie o ks. Zdzisławie Seremaku

26 maj 2009 · 2 komentarzy

Ks. Zdzisław Seremak

Ks. Zdzisław Seremak

18 lat temu po ciężkiej chorobie odszedł pierwszy odpowiedzialny krajowy za ruch Komunia i Wyzwolenie w Polsce. Jak co roku grupa przyjaciół spotkała się w jego rodzinnym Miliczu na wspólnej modlitwie i świadectwach.

Spotkanie w Miliczu

W sobotę 23 maja 2009 r. kilkunasto-osobowa grupa przyjaciół ze wspólnot Komunia i Wyzwolenie z Malanowa, Świdnicy i Warszawy spotkała się przy grobie ks. Zdzisława Seremaka na cmentarzu w jego rodzinnej miejscowości Milicz niedaleko Wrocławia. Modliliśmy się w osobistych intencjach, z którymi tam przybyliśmy, jak również prosiliśmy o dary łaski i zdrowie dla naszych bliskich. Następnie w kościele parafialnym pw. Św. Andrzeja Boboli lokalny proboszcz odprawił Mszę Św. w 18-tą rocznicę śmierci ks. Seremaka.

Po wspólnej modlitwie spotkaliśmy się razem w szkole obok na posiłku i rozmowie z siostrą księdza Zdzisława – panią Teresą oraz jej córką panią Danutą. Były wspomnienia, świadectwa i śpiewy. Specjalnie na nasze tegoroczne spotkanie przyjechał z Wrocławia pan Bogdan, który w ostatnich latach życia ks. Zdzisława był jego parafianinem w kościele pw. Św. Mikołaja.

Wyjazd do Milicza to była bardzo ważna chwila w moim życiu. Bowiem nigdy nie było mi dane spotkać księdza Seremaka. Trafiłem do CL już kilka lat po jego śmierci i usłyszałem o nim od osób, które współtworzyły Ruch u jego początków, razem z ks. Zdzisławem. Dlatego wielką radością dla mnie jest móc usłyszeć od innych świadków jego historii, jak żył pełnią życia i miłości do ludzi i Chrystusa.

Prawdzie w Miłości

Ksiądz kanonik Zdzisław Seremak (30.09.1937 – 22.05.1991), zmarł w 31 roku kapłaństwa.  Jego kapłańskim mottem były słowa z Ewangelii Św. Jana: „Bóg jest miłością”. A realizował je służąc prawdzie w miłości.

Po skończonym liceum młody Zdzisław Seremak zamiast na studia medyczne postanowił wstąpić do seminarium duchownego we Wrocławiu. Po święceniach kapłańskich w 1960 r. został wysłany na studia z historii Kościoła na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Następnie studiował w Rzymie w latach 1961-1966 w czasie odbywającego się tam Soboru Watykańskiego II. Znał 6 języków i był soborowym tłumaczem. Dzięki temu mógł pracować blisko Prymasa Stefana Wyszyńskiego i Kardynała Karola Wojtyły.

Po powrocie do kraju pracował na parafiach w Jeleniej Górze, Kotliskach, Chojnowie, Zgorzelcu, Lądku Zdroju i we Wrocławiu. Był wykładowcą teologii moralnej w Wyższym Arcybiskupim Seminarium Duchownym we Wrocławiu.

W latach 1983-1991 ks. Seremak był pierwszym odpowiedzialnym krajowym za wspólnoty ruchu Komunia i Wyzwolenie w Polsce, wyznaczonym przez księdza prałata Luigi Giussaniego.

Oto co o księdzu Seremaku powiedział na spotkaniu odpowiedzialnych za ruch Światło-Życie Abp Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski:

“Parę lat temu zmarł we Wrocławiu jeden z najbardziej zaangażowanych w życie Comunione e Liberazione księży. Skończył rzymskie studia, był profesorem teologii, a także wybitnym duszpasterzem. O swojej przynależności do Ruchu mówił, że dzięki Ruchowi, dzięki tej specyfice wpólnotowości jaką kon­kretnie przeżywa, inaczej czuje Kościół.”

Ksiądz niezłomny

W Życiu Warszawy z 10-12 listopada 2006 r. ukazał się dwustronicowy artykuł pt. “Ksiądz Czajkowski odzyskuje pamięć”. Dotyczył oczywiście znalezionych w Instytucie Pamięci Narodowej materiałów o współpracy ks. Michała Czajkowskiego ze Służbą Bezpieczeństwa w PRL. Ale prawie połowa tekstu dotyczyła ks. Zdzisława Seremaka, pierwszego odpowiedzialnego krajowego za ruch Komunia i Wyzwolenie w Polsce. Obaj księżą przyjaźnili się od czasów studiów w Rzymie.

Przy tekście w Życiu Warszawy została zamieszczona kserokopia notatki SB z 1967 r. o tym, iż agenci komunistycznego wywiadu odstąpili od werbowania ks. Zdzisława na tajnego współpracownika, bo nie chciał w ogóle się z nimi spotykać (a takie próby werbunku SB-cy podejmowali wobec każdego księdza, a szczególnie wobec tych, którzy tak jak ks. Seremak wyjeżdżali na studia za granicę i musieli prosić o wydanie paszportu).

Co więcej z tego dokumentu można się dowiedzieć, że SB podejrzewała ks. Zdzisława, iż realizuje on tajną misję zleconą mu przez samego Ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego i Ks. Kardynała Bolesława Kominka (Metropolity Archidiecezji Wrocławskiej), polegającą na ujawnianiu tajnych współpracowników SB  działających w środowisku księży przebywających we Włoszech.

Jest to moim zdaniem bardzo ważny dokument i tekst historyka IPN w świetle prowadzonej od kilku lat publicznej dyskusji o lustracji w Kościele. Historia ks. Seremaka pokazuje, że można nawet w trudnych czasach postępować przyzwoicie i trwać niezłomnie w Prawdzie.

Jest to także część naszej historii, jako mających udział w ruchu Komunia i Wyzwolenie. I chociaż nie było mi dane spotkać osobiście ks. Zdzisława, to chcę podzielić się tą informacją z Wami wszystkimi.

.

U Św. Marcina we Wrocławiu

Szukając w Internecie śladów ks. Seremaka znalazłem artykuł z Tygodnika Powszechnego, w jednym z fragmentów opisujący lata 1967-69 w parafii Św. Marcina na wrocławskim Ostrowie Tumskim:

Było ich tam dwóch: ks. Michał Czajkowski i ks. Zdzisław Seremak. Obaj po studiach w Rzymie, obaj wykładający we wrocławskim seminarium. Za przyzwoleniem biskupa Kominka, który żartował: “Tylko niech nie opiszą tego w Tygodniku, żeby Ksiądz Prymas się nie dowiedział”, zaczęli soborową robotę.

Na czym polegała ta robota w duchu Soboru Watykańskiego II:

Księża objaśniali, co można zmienić, tłumaczyli, jakie jest tego znaczenie, nigdy jednak niczego nie narzucali. Stale tłumaczyli, dlaczego lepiej odprawiać Mszę twarzą do ludzi. Potem należący do wspólnoty architekci wnętrz przygotowali projekty nowego stołu eucharystycznego, a następnie poprzez głosowanie wybrano ten, który wkrótce stanął w kościele – wzniesiony z ofiar wiernych. Była w Św. Marcinie soborowa liturgia, pierwsi w Polsce świeccy lektorzy, pierwszy kanon po polsku, pierwsze modlitwy wiernych przez tychże wiernych przygotowane.

Odwiedzający Św. Marcina kapelan krakowskiego KIK-u był zdumiony faktem, że odbywający się tam chrzest był świętem całej wspólnoty. Fascynowała go też modlitwa wiernych: to, że świecki, który ją przedstawiał, nawiązywał tak zręcznie do tekstu homilii, że umiał uchwycić od razu jej istotę. Ale w małym kościółku na Ostrowie Tumskim był to chleb powszedni. Zbierano intencje do koszyka, potem ktoś je spisywał i przedstawiał w czasie liturgii. A że nawiązywał do treści homilii – przecież tak trzeba! Poza tym były to autentyczne homilie: nie kazuistyka, lecz komentowanie Pisma. (…)

Ważne były też śpiewy, którymi kierował ks. Zdzisław. Schola tydzień w tydzień godzinami ćwiczyła po polsku śpiew i psalmy, których teksty przepisywano wcześniej w kilkudziesięciu egzemplarzach na maszynie. Księża nie odprawiali liturgii, lecz jej przewodniczyli. – Byli tak, aby zostawić miejsce świeckim, pozwolić im się zaangażować – wspomina Ewa Unger z wrocławskiego KIK.

.

Wspomnijmy proszę o księdzu Zdzisławie w naszych modlitwach.

Kategorie: Ks. Zdzisław Seremak
Otagowane:

2 odpowiedzi jak dotąd ↓

  • Teresa // 29 maj 2009 @ 6:23 am

    Dziekuję Jacku za to piekne świadectwo i troske, by pamięć o ks. Zdzisławie trwała w naszym ruchu. Od 9 lat przyjeżdżam do Milicza by pochylić się na grobem świadka pieknej miłości ku Chrystusowi, Kościołowi i naszemu ruchowi. Załuję tylko, że tak trudno odpowiedzieć na zaproszenie do Milicza osobom, które były blisko ks. Zdzicha. Te spotkania to nie tylko sentyment, ale wiara w łogosławione życie ks. Zdzicha i jego orędownictwo za nami, to spotkanie z Jego Siostrą i Rodziną, która wdzięczna jest nam, za podtrzymywanie pamięci o ich Bracie i Wujku. Jeszcze raz dziękuję Agnieszce i Jackowi Strzałkowskim oraz Uli i Tomkowi Jaworskim, którzy nie znali osobiście ks. Zdzicha, a chcą o nim pamiętać oraz Przyjaciołom z Osiedla Młodych ze Świdnicy i grupie z Malanowa, że znajdują czas i motywację, by kontynuować ten piekny gest w Miliczu.

  • Bożena Ladyca // 7 czerwiec 2009 @ 7:12 pm

    Jacku bardzo Ci dziękuję za to świadectwo. Jest ono dla mnie bardzo ważne,ponieważ pokazuje, że nie jest konieczne osobiste spotkanie by pielgrzymować do grobu. Wystarczy mieć świadomość wspólnej drogi. W prawdziwej przyjaźni, gdzie motywem jest Jezus Chrystus, śmierć nie jest końcem przyjaźni. Ona trwa nadal. To jest tajemnica, którą jest zadziwiona pani Teresa – siostra ks. Zdzisława. Ciągle powtarza: “tyle lat minęło od śmierci Zdzicha a wy pamiętacie, nawet rodzina nie pamięta”. Nie byłoby nas gdyby nie przyjaźń i pamięć o tym co nam się wydarzyło.

Dodaj komentarz